Dziś Berlin znowu pulsuje życiem. A natomiast wśród nowoczesnością i stylem można tu na ścianach znaleźć dziury po kulach...
Przeczytałam kartkę napisaną i wyrzuconą z pociągu poprzez dwunastoletnią dziewczynkę, jadącą do obozu koncentracyjnego. Była adresowana do ojca – jakby w nadziei, że ktoś ją znajdzie i dostarczy do adresata. -Drogi ojcze, chciałam cię pożegnać przed śmiercią. Tak bardzo chciałabym żyć, niemniej jednak oni na to nie pozwolą. Umrzemy. (…) Żegnaj na zawsze. Całuję cię czule-. Kartkę znalazł holenderski rolnik; przykleił znaczek i wysłał. Pod betonowymi blokami tworzącymi berliński Pomnik Pomordowanych Żydów Europy wyłania się wstrząsająca wystawa. Nie tylko w stolicy, ale jeszcze w stu innych miejscach Niemcy upamiętnili zbrodnie popełnione poprzez nazistów na Żydach. Szliśmy spostrzec Bramę Brandenburską, kiedy po drugiej stronie ulicy ujrzeliśmy rzędy betonowych bloków różnej wysokości zajmujące cały kwartał ulic. Stanęliśmy jak wryci. – To chyba Pomnik Holokaustu – powiedziałam. – To nie może być nic innego – potwierdził mój mąż Jon. Jako Żydówka zawsze mam mieszane uczucia, kiedy odwiedzam takie miejsca. Z jednej strony odpychają mnie potworności, o których przypominają; z drugiej – przyciąga mnie to, że pomagają uświadamiać i rozumieć skalę tamtych wydarzeń. Jednym z powodów, dla których przyjechałam do Berlina, było w tej chwili to, co Niemcy nazywają kulturą pamięci – pełna świadomość zbrodni popełnionych przez nazistów i próba upamiętnienia ich ofiar w ponad stu miejscach w całych Niemczech. Cyfra turystów odwiedzających Berlin wzrosła już w tym roku o 10%, turystów z Izraela – aż o 32%. Oficjalna nazwa monumentu to Pomnik Pomordowanych Żydów Europy. Jego budowę zakończono w 2005 roku według projektu architekta Petera Eisenmana. Łącznie ustawiono 2711 betonowych bloków – steli, między którymi można swobodnie chodzić. Każdy zwiedzający sam może wybrać, którędy wejść do tego labiryntu i którędy z niego wyjść. Betonowe bloki są gładkie i zimne w dotyku. Przypominają mi trumny albo macewy. Zapytałam przewodnika, czy taka teraz była zamiar autora. – Architekt nie sięgnął po żadną konkretną symbolikę, chciał, aby każdy, kto ogląda ten monument, zdecydował się na własną interpretację – usłyszałam w odpowiedzi. Niemniej jednak to, co widać na globu, to tylko połowa monumentu. Pod betonowymi blokami znajduje się podziemne muzeum, do którego można się uzyskać wejściem na południowo-wschodnim krańcu pomnika. Tu, w pięciu salach, można zaznajomić się ze szczegółami nazistowskiego planu eksterminacji Żydów i jego wytworzania.